DZIEŃ 1. Czwartek 24.09.2015

Wyjazd ze Skierniewic do Henrykowa.

Opactwo Cystersów w Henrykowie to wspaniały obiekt historyczny będący cennym zabytkiem w skali ponadnarodowej. Centralnym obiektem w Opactwie jest kościół Wniebowzięcia NMP i Św. Jana Chrzciciela, pochodzący z XIIIw. i barokowy klasztor z XVII w. to obecnie filia Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu. Przy klasztorze zobaczyć można tarasowy ogród włoski i ogród opacki oraz fragment muru obronnego z barokowymi bramami.

Bazylika pw. Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, Sanktuarium Wambierzyckiej Królowej Rodzin Patronki Ziemi Kłodzkiej w Wambierzycach – w XII wieku w niszy drzewa umieszczono figurkę Matki Boskiej. Według kronik w 1218 roku ociemniały Jan z Raszewa odzyskał w tym miejscu wzrok. Wkrótce pod drzewem z figurką postawiono ołtarz, a po bokach lichtarz i chrzcielnicę. W 1263 roku na wzgórzu powstał kościół, któremu w 1936 roku papież Pius XI nadał tytuł bazyliki mniejszej. W 1980 roku kardynał Stefan Wyszyński dokonał koronacji figurki Matki Bożej nadając jej tytuł Wambierzyckiej Królowej Rodzin.

Continue reading

„Małżonkowie, którzy korzystają z metody in vitro, mają za sobą zwykle już bardzo długą drogę starań o potomstwo. To powinno też stawiać do pionu naszą dyskusję.” – mówi ks. Jan Kaczkowski. I  dodaje: „Troska Kościoła o życie poczęte kończy się na łonie matki”.

Piotr Żyłka: Czy małżonkowie, którzy nie mogą począć dziecka naturalnie i sięgają po metodę sztucznego zapłodnienia pozaustrojowego, postępują źle?

 

Ks. Jan Kaczkowski: Małżonkowie, którzy korzystają z metody in vitro, mają za sobą zwykle już bardzo długą drogę starań o potomstwo. To powinno też stawiać do pionu naszą dyskusję. W gruncie rzeczy większym problemem niż nauczanie Kościoła o antykoncepcji w małżeń­stwie jest trudność z poczęciem dziecka, która dotyczy w tym momencie jednej trzeciej par w Polsce. Rozmawiając o tym, na­trafiamy też na mur uprzedzeń. Nie trzeba być katolickim fun­damentalistą, by zrozumieć, że część przyczyn tego stanu rzeczy leży po stronie samego tylko używania bądź niewłaściwego sto­sowania antykoncepcji.

 

Jeżeli nastolatka ma tak liberalną atmosferę w domu, że za­czyna łykać tabletki hormonalne już w liceum, potem zmienia partnerów, późno się stabilizuje, a o dziecku zaczyna myśleć, mając 28 lat, to jej organizm może się zbuntować. Każdy uczci­wy ginekolog powinien przypominać pacjentkom, że antykon­cepcję hormonalną trzeba co jakiś czas odstawiać, żeby kobiecie powrócił cykl w naturalnym rytmie. Inaczej zaczynają się schody. Kobiety rodzą coraz później, tracąc najlepszy do tego z biologicz­nego punktu widzenia czas. Wobec tego późne ciąże wymagają coraz liczniejszych badań prenatalnych.

Continue reading

(fot. shutterstock.com)

To co najtrudniejsze w czekaniu ze współżyciem do ślubu to walka z pokusą myślenia źle o sobie. Uznawaniu swoich poglądów za przestarzałe i nieaktualne bzdury. Bardzo trudny jest też strach, przynajmniej na początku, przed byciem niezrozumianym, a nawet odtrąconym.

 

Tak było w moim przypadku. Byłam tzw. „starą panną”, mężczyźni których spotykałam byli przystojni, inteligentni, interesujący, o podobnych zainteresowaniach, a najczęściej też żonaci. Wielokrotnie miałam ochotę zerwać z moim głębokim pragnieniem tego „pierwszego razu” dopiero z mężem i dać się ponieść romantycznym wzlotom przy muzyce, winie, długich rozmowach, choćby kosztem czyjejś rodziny. Na szczęście Jezus ochronił mnie przed tą pokusą. Udało się.

Dziś jestem mężatką z kilkuletnim stażem. Jestem Mamą bez rozbijania czyjejś rodziny. Przedstawiłam moje pragnienie zaczekania z seksem do czasu po ślubie mojemu chłopakowi. Mówiłam sobie, że jeśli mu się to nie spodoba to trudno, nie zrobię z tego tragedii. Powiedzenie „jak kocha, to poczeka” bardzo mi pomagało. Dodawało lekkości naszej relacji, jednocześnie nie dając poczucia przymusu – i tego przymusu nie było.

Mój chłopak, chociaż to nie była dla niego sprawa lekkiej wagi, uszanował moje pragnienie i czekał razem ze mną aż do ślubu. Nie powiem że było lekko: ochota by dać sobie spokój z tym czekaniem pojawiała się setki razy, ale powracaliśmy zawsze do pierwotnego pragnienia – by kochać się, by oddać sobie wzajemnie nasze ciała dopiero jako żonie/mężowi. Nie ukrywam, że pierwszy raz kiedy współżylismy ze sobą jako mąż i żona, daleki był od wirtuozerii jakiej by się oczekiwało.

Ciało pozostaje ciałem ze swoimi ograniczeniami i mocno je odczułam. Ale ten moment był naznaczony niezwykłą bliskością nie tylko ciał, ale i naszych dusz. Odczuwaliśmy niezwykłą radość z tego, że dajemy się sobie wzajemnie nie dla testu, nie dla odczuć, ale jako prezent, wyznanie miłości dla drugiej osoby. Bez pośpiechu, bez presji, że coś nas ominie, że coś stracimy.

Po kilku latach małżeństwa mogę powiedzieć, że to uczucie trwa nadal. Satysfakcjonujące pożycie małżeńskie odnaleźliśmy nie po miesiącu czy dwóch, ale dopiero po 3 latach wspólnego życia, w momencie gdy przemija zakochanie, a na jego miejsce przychodzi miłość. Miłość dająca – nie oczekująca, miłość bez udawania czy pozowania, miłość taka codzienna, otarta o trudności, ale i o codzienne szczęście. Daliśmy sobie czas poznawania siebie i swoich ciał.

Świadomość, że oddaliśmy się sobie nawzajem dopiero po ślubie jest dla naszego małżeństwa budująca, zwłaszcza w chwilach kryzysów, zwątpienia, żalu, a nawet i myśli, by się od siebie oddalić. To ona scala nas ze sobą. Jestem wdzięczna mojemu mężowi za to, że nie naciskał na wcześniejsze współżycie, że dotrwał ze mną do ślubu. To jest dla mnie najwspanialszym świadectwem jego milosci do mnie. Dzień ślubu był i będzie najpiękniejszym dniem mojego życia.

Jeśli chodzi o te opinie, że seks po ślubie jest czymś niedzisiejszym i przestarzałym to uważam, że jest on odpowiedzią na ponadczasową i uniwersalną potrzebę szacunku i miłosci jaką każdy nosi w sobie. Bardzo ważne jest, by mieć świadomość szacunku do siebie i wymagać go od innych. Podsumowując: czy ma jakies znaczenie czekanie na współżycie po ślubie nawet do 30-tki czy 40-tki? Dla mnie nie ma… bo to, co dostałam w zamian za oczekiwanie jest o wielokroć większe i piękniejsze.

Dodam jeszcze tylko, że czekanie ze wspołżyciem do ślubu nie jest ostateczną gwarancją udanego małżeństwa. Nic nie zastąpi codziennej pracy nad sobą i dokładania starań o wspólne dobro. Nie jest to łatwe (gdyby było nie prosilibyśmy podczas ślubu Boga i Wszystkich Świętych o pomoc!), ale to oczekiwanie jest jak wkład w banku, który cały czas procentuje.


Wyślij świadectwo| Chcemy Was zaprosić do złożenia świadectwa, że miłość i wierność ma sens. Że ma sens, aż do takiego stopnia, że warto poczekać z oddaniem całego siebie ukochanej osobie do ślubu. Mówiąc krótko, prosimy Was o przesłanie świadectw, które będą odpowiedzią na pytanie: „Dlaczego z seksem warto poczekać do ślubu?”

źródło: DEON

 

 

Nie jest problemem to, że uzdrowienia miały miejsce właśnie tam, podczas spotkania – wśród ludzi, którzy jedli i pili, wśród niewierzących poszukiwaczy sensacji raczej niż Boga. Gdy przed Jezusem siadały wielkie tłumy, to wśród nich nie byli tylko wierzący. Tam byli też i złodzieje, i grzesznicy, a nawet ci poszukiwacze sensacji i wielu innych wrażeń. Bóg jest jednak większy od tych małości.

    (fot. www.facebook.com/JezusNaStadionie)

Continue reading

świadectwo jak Jezus uzdrawia w Rzymie przez posługę naszych

link

 

 

link

Nie możemy tego oceniać na nasz ludzki sposób, że w Bogu jest 50 procent sprawiedliwości i 50 procent miłosierdzia. Wszystko, co czyni Bóg, jest pełne – mówi kard. Gerhard Müller

ks. Mirosław Tykfer: Święta Faustyna Kowalska głosiła orędzie o Bożym Miłosierdziu tuż po odzyskanej przez Polskę niepodległości i w czasie uprzedzającym II wojną światową. Czy nie brzmi to dziwnie? Czy w XX wieku świat nie powinien raczej usłyszeć o Bożej sprawiedliwości i sądzie?

Continue reading

W prawidłowy rozwój człowieka wpisany jest wypoczynek. Niewłaściwe tendencje w duchowości nakazują „spalać się całkowicie” dla innych. Jest to rodzaj chorej szlachetności, która nadmiernie akcentuje zaspokajanie potrzeb innych, przy zaniedbywaniu własnych. Jej efektem bywa modne dziś „wypalenie”.

W rzeczywistości aby móc dawać, trzeba również brać. Jeśli równowaga zostanie tu zaburzona, pojawi się egoizm, narcyzm lub pustka i wypalenie wewnętrzne. Harmonię gwarantuje miłość, która zakłada odpowiednie proporcje i wzajemną wymianę.
Continue reading

[YoutTube 1]

 

[YouTube 2]

I coś do słuchania [LINK]

Jaki rodzaj świata chcemy przekazać tym, którzy będą po nas, dorastającym dzieciom?” (160). Ta kwestia stoi w sercu Laudato si’, Encykliki Papieża Franciszka na temat troski o wspólny dom. Papież pisze dalej: „Pytanie to dotyczy nie tylko w sposób wyizolowany środowiska, ponieważ nie można podnieść tej kwestii w sposób fragmentaryczny”, a to prowadzi do zastanowienia się nad sensem istnienia i podstawowymi wartościami życia: „Po co się narodziliśmy? W jakim celu pracujemy i walczymy? Dlaczego ta ziemia nas potrzebuje?”. Jeśli nie postawimy sobie tych podstawowych pytań – pisze Papież – „to nie sądzę, aby nasze niepokoje ekologiczne mogły doprowadzić do istotnych efektów”.

Encyklika bierze swój tytuł z inwokacji św. Franciszka „Laudato si’, mi’ Signore” – „Pochwalony bądź, Panie mój”. W swej Pieśni słonecznej albo pochwale stworzeń (Canatico delle creature) przypomniał on, że „nasz wspólny dom jest jak siostra, z którą dzielimy istnienie, i jak piękna matka, biorąca nas w ramiona” (1). „My sami jesteśmy z prochu ziemi (por. Rdz 2, 7). Nasze własne ciało zbudowane jest z pierwiastków naszej planety, jej powietrze pozwala nam oddychać, a jej woda ożywia nas i odnawia” (2).
A teraz, ta ziemia dręczona i rabowana skarży się, a jej jęki łączą się z wszystkimi opuszczonymi tego świata. Papież Franciszek zachęca do słuchania ich, przynaglając wszystkich i każdego z osobna – osoby samotne, rodziny, lokalne wspólnoty, narody i wspólnoty międzynarodowe – do „nawrócenia ekologicznego”, zgodnie z wyrażeniem św. Jana Pawła II, by „zmienić kurs”, przyjmując piękno i odpowiedzialność zaangażowania się w „troskę o wspólny dom”. Równocześnie Papież Franciszek uznaje, że „dostrzegamy rosnącą wrażliwość na środowisko i troskę o przyrodę oraz szczere i pełne bólu obawy o to, co się dzieje z naszą planetą” (19). Uwierzytelnia też w całej Encyklice patrzenie z nadzieją, dając jasne i pełne nadziei przesłanie: „Ludzkość jest jeszcze zdolna do współpracy w budowaniu naszego wspólnego domu” (13); „człowiek jest jeszcze w stanie pozytywnie interweniować” (58); „nie wszystko jest stracone, ponieważ człowiek zdolny, by poniżyć siebie aż do skrajności może również stawić czoło, dokonać zwrotu i ponownie wybrać dobro, odrodzić się” (205).

[INTERIA]

Pełny tekst dostepny tutaj: [DEON]